The Demonologist: The Extraordinary Career of Ed and Lorraine Warren. If you think ghosts are only responsible for hauntings, think again. The Demonologist reveals the grave religious process behind supernatural events and how it can happen to you. Used as a text in seminaries and classrooms, this is one book you can't put down. Even though they'd been well paid by Warner Bros back in the fall of 1997 for their life rights they had hoped a major movie would be made and they would be paid some additional monies. Warner was not in any hurry to produce a flick till well after Ed Warren had died. Lorraine was saved financially only late in life when "the Conjuring" was Lorraine Warren, Ed Warren, Robert David Chase. “Ghosts are always hungry,” someone once said—and no one knows how ravenous they really are more than Ed & Lorraine Warren, the world’s most renowned paranormal investigators. For decades, Ed and Lorraine Warren hunted down the truth behind the most terrifying supernatural occurrences Ed and Lorraine met as adults, and were eventually married. Together, they began a crusade to help others dealing with the paranormal, becoming paranormal investigators and demonologists. They opened the Warren's Occult Museum, a sealed-off area of their house where they stored cursed, possessed, and ritualistic objects so that they could never The franchise kicks off with Ed and Lorraine Warren's 1971 case, but the earliest event in the franchise is Valak's defeat in the Dark Ages, which is followed up by her return in The Nun movies, a demonic doll's hauting in the Annabelle trilogy, and the Warrens' other cases in the mainline The Conjuring sequels. Ed and Lorraine Warren, self-proclaimed demonologists, were called upon to fight the horror taking over their home. As the founders of the New England Society for Psychic Research in 1952, Mr. and Mrs. Warren devoted much of their life to the supernatural. Seeing as HNN’s headquarters is located in the Warrens’ home state of Connecticut, Ed and Lorraine directly impacted all of our lives, and we’re excited to be able to share some fascinating tidbits with our readers. HNN staff member Nick Banks and I were fortunate enough to visit The Warren’s Occult Museum on a couple occasions with our Set in 1981, the horror sequel sees Ed and Lorraine called in to investigate the case of David Glatzel, who is presumably possessed by a demon. When an exorcism goes awry, Arne Johnson (Ruairi O'Connor), the boyfriend of David's sister Debbie, provokes the demon to leave David alone and take him instead. Shortly thereafter, Johnson kills his She wears a blue coat with a white dress and although she’s thrown against a wall, Lorraine doesn’t let evil win. With the “nun” in the monochrome habit, Lorraine is the villain's polar Lorraine Warren was a highly respected world-wide paranormal investigator, demonologist, and clairvoyant whose decades of ghost-hunting cases with her late husband, Ed Warren, inspired such frightening films as The Conjuring and The Amityville Horror. whSAJK. Home Książki Horror Na rozkaz diabła. Ed i Lorraine Warren i sprawa z Connecticut Wydawnictwo: Replika horror 304 str. 5 godz. 4 min. Kategoria: horror Tytuł oryginału: The Devil in Connecticut Wydawnictwo: Replika Data wydania: 2021-11-16 Data 1. wyd. pol.: 2021-11-16 Liczba stron: 304 Czas czytania 5 godz. 4 min. Język: polski ISBN: 9788366989405 Tłumacz: Martyna Plisenko Jedna z najsłynniejszych spraw Eda i Lorraine Warrenów, przedstawiona w filmie Obecność 3. Na rozkaz diabła. Gdy Arne Cheyenne Johnson popełnił bestialskie morderstwo, sprawa natychmiast trafiła na pierwsze strony gazet. Proces sądowy był bezprecedensowy. Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych podejrzany bronił się, twierdząc, że został opętany przez demona. Jak zeznawał – zabił „na rozkaz diabła”. Kilka miesięcy wcześniej Johnson uczestniczył w egzorcyzmach przeprowadzonych przez Eda i Lorraine Warrenów, którzy próbowali pomóc bratu jego dziewczyny – kilkuletniemu Davidowi. Egzorcyzmy powiodły się połowicznie: demon wprawdzie opuścił chłopca, ale znalazł sobie inną ofiarę: opętał Johnsona. Nierówna walka z siłami zła szybko zmieniła w koszmar również życie słynnych demonologów. Jak twierdzili Warrenowie – sprawa z Connecticut była jedną z najbardziej przerażających, a demon, z którym się zetknęli, niemal pozbawił ich życia. Książka zawiera zdjęcia dokumentujące opisywane w niej opętanie. Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni. Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie: • online • przelewem • kartą płatniczą • Blikiem • podczas odbioru W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę. papierowe ebook audiobook wszystkie formaty Sortuj: Książki autora Podobne książki Oceny Średnia ocen 7,2 / 10 94 ocen Twoja ocena 0 / 10 Cytaty Powiązane treści Brittle Gerald Opinie: Wystaw opinię Ten produkt nie ma jeszcze opinii Liczba sztuk w magazynie:11 Koszty dostawy: Odbiór osobisty zł brutto Kurier DPD zł brutto Paczkomaty InPost zł brutto Orlen Paczka zł brutto Kurier InPost zł brutto Kod producenta: 9788366989405 Jedna z najsłynniejszych spraw Eda i Lorraine Warrenów, przedstawiona w filmie Obecność 3. Na rozkaz diabła Gdy Arne Cheyenne Johnson popełnił bestialskie morderstwo, sprawa natychmiast trafiła na pierwsze strony gazet. Proces sądowy był bezprecedensowy. Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych podejrzany bronił się, twierdząc, że został opętany przez demona. Jak zeznawał – zabił „na rozkaz diabła”. Kilka miesięcy wcześniej Johnson uczestniczył w egzorcyzmach przeprowadzonych przez Eda i Lorraine Warrenów, którzy próbowali pomóc bratu jego dziewczyny – kilkuletniemu Davidowi. Egzorcyzmy powiodły się połowicznie: demon wprawdzie opuścił chłopca, ale znalazł sobie inną ofiarę: opętał Johnsona. Nierówna walka z siłami zła szybko zmieniła w koszmar również życie słynnych demonologów. Jak twierdzili Warrenowie – sprawa z Connecticut była jedną z najbardziej przerażających, a demon, z którym się zetknęli, niemal pozbawił ich życia. Książka zawiera zdjęcia dokumentujące opisywane w niej opętanie. Zdarzało się, że chciałam uciekać, tak byłam Lorraine Warren Diabeł ma wielką moc. Jego siły są odwieczne i działają nieustannie. To, co ludzie uważają za bajkę, to prawda. Diabeł Ed Warren Tytuł oryginalnyThe Devil in Connecticut AutorBrittle Gerald Językpolski WydawnictwoReplika TłumaczeniePlisenko Martyna ISBN9788366989405 Rok wydania2021 Liczba stron304 OprawaMiękka kg Typ publikacjiKsiążka -32% Bestie Bestie. Zbrodnie i Kary Janusza Macieja Jastrzębskiego to książka o największych zbrodniarzach w powojennej Polsce, ujmująca temat w sposób ciekawy i bezpardonowy, bez zbędnych upiększeń czy eufemistycznych półsłówek. Wśród okrytych złą sławą bohaterów publikacji odnajdziemy największych seryjnych morderców tamtych czasów, takich jak: Edmund Kolanowski, Karol Kot, będący przestępczym ewenementem na skalę światową, czy też Władysław Mazurkiewicz nietypowy w swojej kategorii przestępca działający w okresie II wojny światowej oraz wielu innych, nieszablonowych przedstawicieli świata przestępczego. Mnogość ujawnionych faktów dotyczących każdego sprawcy, sposób ujęcia działania przestępców, a także wybór zabójców o atypowych skłonnościach sprawiają, że książkę tę czyta się jednym tchem, niczym dobrą powieść sensacyjno-kryminalną. Nie możemy jednak zapominać, że jest ona także swego rodzaju dziełem historycznym, swoistym dokumentem, traktującym o realiach PRL-u i głośnych przestępstwach tamtych czasów. Osobiście bardzo żałuję, że nie miałem okazji zapoznać się z Bestiami w czasie, gdy pracowałem nad własnymi książkami o seryjnych zabójcach. Dzieło to z pewnością wzbogaciłoby wiele moich wniosków i uzupełniło przedstawione fakty o cenne i interesujące szczegóły. Jarosław Stukan -35% Chcę wierzyć w waszą niewinność Magdalena Louis towarzyszyła przestępcom od momentu aresztowania do dnia ogłoszenia wyroku. Czasami jeszcze dłużej – do chwili gdy zamknęła się za nimi brama więzienia. W trakcie swojej kilkuletniej pracy tłumacza, którą wykonywała dla brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości, spotykała morderców, gwałcicieli, pedofilów, przemytników, handlarzy ludźmi, pospolitych złodziei. Stykała się z alkoholikami, mężami i ojcami, którzy katowali swoje żony i córki, a także z ofiarami tej okrutnej przemocy. Pracowała po obu stronach barykady: z policją tropiącą przestępców i z adwokatami, którzy później tych najgroźniejszych i tych pospolitych oskarżonych bronili przed sądem. Po latach trudnych doświadczeń zdecydowała się o tych ludziach i ich dramatach napisać książkę. Przeprowadziła czytelnika przez miejsca zbrodni, cele izby zatrzymań, i sale sądowe. Dzięki tej relacji naocznego świadka możemy zajrzeć do świata, którego istnienie przeraża, i poznać ludzi, którzy znaleźli się na samym dnie piekła. Magdalena Louis – urodziła się w Rzeszowie w 1966 roku. Po maturze wyjechała najpierw do USA, gdzie spędziła dwa lata, potem wyemigrowała do Wielkiej Brytanii. Spędziła w Anglii 23 lata. Zanim podjęła pracę tłumacza w służbie publicznej, była promotorem w klubie żużlowym Ipswich Witches. Jej debiut literacki poprzedziła praca dziennikarza – publikowała felietony i relacje sportowe w „Tygodniku Żużlowym”, „Tempie”, magazynie „Żużel”, także w angielskich czasopismach „Speedway Star” oraz „Evening Star”. W 2005 roku w ogólnopolskim konkursie „Pisz do Pilcha” jej opowiadanie „Studnia” zostało przez Jerzego Pilcha wybrane spośród trzech tysięcy nadesłanych i ukazało się drukiem w zbiorze wyróżnionych opowiadań. W 2015 roku jej książka „Kilka przypadków szczęśliwych” została nagrodzona główną nagrodą jury na Festiwalu Literatury Kobiet „Pióro i Pazur”. Autorka wydała również powieści „Ślady hamowania”, „Pola”, oraz „Zaginione”. -39% Doberman Rozczłonkowane ciała, brutalne morderstwa i potwór, którego zbrodniami żyła cała Rosja. "Doberman" to opowieść o najgłębszych pokładach zła, jakie drzemie w człowieku i niewyobrażalnym lęku w zetknięciu z tym, co nieludzkie. Poznaj historię, o której Rosjanie woleliby zapomnieć! Nowokuźnieck, Rosja. Rok 1996. Z rzeki Aba wyłowione zostaje niepokojące znalezisko. Jest nim fragment dziecięcej czaszki. Wkrótce śledczy znajdują kolejne znaleziska. Są to fragmenty rozczłonkowanych ciał dzieci w wieku od 9 do 14 lat. Pewne jest, że w okolicy grasuje brutalny morderca, który upatruje sobie ofiary w dzieciach. Wieść ta napawa lękiem mieszkańców Nowokuźniecka. Potęgują go kolejne morderstwa. Zaczyna się wyścig z czasem. Morderca dorabia się wielu przydomków. Znany jest jako Syberyjski Rozpruwacz, chałupnik i Potwór z Nowokuźniecka. Jacek Piekiełko przedstawia na łamach powieści historię bodaj najbrutalniejszego mordercy w dziejach postsowieckiej Rosji. "Doberman" ukaże Ci najgłębsze pokłady ludzkiego szaleństwa i czystego zła. -34% Jak zostałem gangsterem Historia prawdziwa ALIBI JEST DLA PSÓW. ROZGŁOS JEST DLA BRANŻY Bohater książki Krzysztofa Gurecznego w bandziorskim świecie spędził cztery dekady. Zmieniła się mafia, zmieniła się policja, zmienił się ustrój Polski, a on ciągle jest nieuchwytny. Ma przeciętny samochód i przeciętny dom, ale obraca milionami. Unika rozgłosu, ale pociąga za wszystkie sznurki. W szczerej rozmowie opowiada, ile wspólnego z prawdą mają wyznania skruszonych gangsterów i w jaki sposób stał się tym, kim jest. To historia, która zdecydowanie zasłużyła na ekranizację. Człowiek, który wybiera miłość i przyjaźń ponad władzę i pieniądze, w ogóle jest warty uwagi. To nowe, bo prawdziwe, spojrzenie na to, co przed laty dumnie nazywaliśmy polska mafią, ale przede wszystkim 24 oblicza prawdy zaklęte w każdej sekundzie tego obrazu. Maciej Kawulski, reżyser filmu Jak zostałem gangsterem Na kanwie tej historii powstał film według scenariusza Krzysztofa Gurecznego. W KINACH JUŻ OD 3 stycznia 2020. PRZECZYTAJ, ZANIM OBEJRZYSZ Krzysztof Gureczny – absolwent scenariopisarstwa w PWSFTViT w Łodzi. Autor scenariuszy filmowych i popularnych seriali telewizyjnych (Prosto w serce, Singielka), autor filmów i seriali animowanych (Hero and the Message, Kacperiada), widowisk muzycznych (Wolność we krwi), programów telewizyjnych (Szymon Majewski Show); tekściarz satyryczny, redaktor i producent radiowy (Radio ZET). Pasjonat opowiadania ciekawych historii, kina, biegania i cocker spanieli. -38% Morderstwa znad Wisły Polskie Milczenie owiec. Po dokładniejszym zbadaniu znaleziska okazało się, że to nie śruba barki zmieliła i oskórowała ciało. Polska Tragedia na przełęczy Diatłowa. Zdarza się, że malownicze górskie trasy kryją mroczne tajemnice, stając się niemym świadkiem okrutnych zdarzeń… Polski Kuba Rozpruwacz. Kobiety mordował tym, co miał pod ręką: śrubokrętem, butelką, szprychą. Wszystkie te sprawy łączy nieznany motyw, ludzka potworność oraz bezradność organów ścigania i sprawiedliwości. Czy istnieje zbrodnia doskonała? Jak sytuacja polityczna wpływa na przebieg śledztwa? Dlaczego policyjne procedury czasami zawodzą? Oto zbiór najgłośniejszych, niewyjaśnionych spraw kryminalnych, zarysowany na tle zmieniającej się przez dekady polskiej rzeczywistości. Część z nich to zbrodnie, które na zawsze pozostaną w zakurzonych archiwach, a ich sprawcy nigdy nie odpowiedzą za swoje czyny. Niektóre – mimo że znalazły swój finał na salach sądowych – niosą za sobą więcej pytań niż odpowiedzi. -35% Ostatni trop ŚLEDZTWO W SPRAWIE JEDNEJ Z NAJWIĘKSZYCH ZAGADEK KRYMINALNYCH AMERYKI W kwietniu 1975 roku na przedmieściach Waszyngtonu zaginęły dwie dziewczynki, siostry Lyon. Śledztwo utknęło w miejscu, ciał nie odnaleziono, a zdarzenie uznano za niewyjaśnione. Jednak trzydzieści kilka lat później dzięki niestandardowym metodom i dociekliwości detektywów udało się wyjaśnić zagadkę. Ekipa śledczych odkryła zapomniany protokół z przesłuchania młodego chłopaka, który zeznał, że widział tajemniczego mężczyznę wychodzącego z centrum z dziewczynkami… Rozwikłanie tej sprawy stanowi krok milowy w dziejach amerykańskiej kryminalistyki. Mark Bowden, amerykański dziennikarz i pisarz, znany z bestsellerowych książek: „Helikopter w ogniu”, „Zabić Bin Ladena”, „Polowanie na Escobara” i „Hue 1968”. Nominowany do prestiżowej amerykańskiej nagrody National Book Award za „Helikopter w ogniu”, na podstawie której Ridley Scott nakręcił film do dziś cieszący się sławą. Z kolei „Polowanie na Escobara” stało się inspiracją do cenionej i lubianej produkcji serialowej Netflixa „Narcos”. Arcydzieło narracji w literaturze faktu. Powinno spodobać się nawet tym czytelnikom, którzy zwykle unikają książek true crime. „Publishers Weekly” Bowden opowiada poruszającą, trzymającą w napięciu, przemyślaną historię, która w cudowny sposób nie upraszcza szczegółów ani nie gubi się w gąszczu akt sprawy sprzed czterdziestu lat. To przepięknie napisane opowiadanie o kotku i myszce. „The New York Times” Jedna z najsłynniejszych spraw Eda i Lorraine Warrenów, przedstawiona w filmie Obecność 3. Na rozkaz diabła. Gdy Arne Cheyenne Johnson popełnił bestialskie morderstwo, sprawa natychmiast trafiła na pierwsze strony gazet. Proces sądowy był bezprecedensowy. Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych podejrzany bronił się, twierdząc, że został opętany przez demona. Jak zeznawał – zabił „na rozkaz diabła”. Kilka miesięcy wcześniej Johnson uczestniczył w egzorcyzmach przeprowadzonych przez Eda i Lorraine Warrenów, którzy próbowali pomóc bratu jego dziewczyny – kilkuletniemu Davidowi. Egzorcyzmy powiodły się połowicznie: demon wprawdzie opuścił chłopca, ale znalazł sobie inną ofiarę: opętał Johnsona. Nierówna walka z siłami zła szybko zmieniła w koszmar również życie słynnych demonologów. Jak twierdzili Warrenowie – sprawa z Connecticut była jedną z najbardziej przerażających, a demon, z którym się zetknęli, niemal pozbawił ich życia. Książka zawiera zdjęcia dokumentujące opisywane w niej opętanie. Zdarzało się, że chciałam uciekać, tak byłam Lorraine Warren Diabeł ma wielką moc. Jego siły są odwieczne i działają nieustannie. To, co ludzie uważają za bajkę, to prawda. Diabeł Ed Warren ROZDZIAŁPIERWSZYBiała wieża kościoła wznosi się wysoko nad soczyście zielonym zboczem wzgórza, wskazując z daleka urocze, historyczne miasteczko Brookfield w stanie iglica należy do kościoła kongregacyjnego, który stoi tam od czasu, gdy ponad dwa wieki temu na tym obszarze pojawili się purytańscy jest stare jak sama Ameryka. Było świadkiem każdej epoki amerykańskiej historii; jego synowie walczyli w każdej wojnie, od Rewolucji po zaczęli zasiedlać ten obszar siedemdziesiąt pięć lat przed spisaniem Deklaracji Niepodległości. Podstawowym zajęciem było wówczas rolnictwo, a dla pierwszych osadników równie ważna była religia – religia pełna ognia i kongregacjonaliści purytańscy, którzy osiedlili się na tym terenie, uznawali Biblię za niekwestionowany plan wiodący do zbawienia i niekwestionowany przewodnik postępowania. Dla tych grzeszników, którzy nie zrozumieli „wiadomości”, zbudowano dyby i pręgierze. Nic dziwnego, że Brookfield pewnego dnia stało się polem bitwy dobra i początek wspólnoty miał charakter religijny. Do roku 1755 kongregacja rozrosła się na tyle, by ogłosić swoją niezależność, a okolica stała się znana jako Newbury lata później, we wrześniu 1757 roku, w miejscu dzisiejszego kościoła kongregacyjnego Brookfield poświęcono dom spotkań. Tamten jesienny dzień był podwójnie wyjątkowy, ponieważ budynek nie tylko został poświęcony, lecz także pierwszą uroczystością, która się w nim odbyła, było wyświęcenie młodego seminarzysty o nazwisku Thomas Brooks. W 1788 oroku miasteczko od jego nazwiska zyskało nazwę Brooks zmarł w tym samym roku co George Washington, w 1799, ale Brookfield świetnie prosperowało i rozrastało się. Wzdłuż „Turnpike”, rogatki, która biegła przez centrum miasta, wybudowano reprezentacyjne domy, szkoły, kościoły, stajnie i co zaczęło się jako Newbury Parish, stanowi teraz Brookfield Center. I na pierwszy rzut oka wydaje się, że na przestrzeni wieków niewiele się zmieniło. Te same białe domy z desek, płoty z palików i kamienne słupki do uwiązywania koni stoją wzdłuż dawnej Turnpike, dziś znanej jako Route 25. Na wiosnę wciąż obficie kwitną bzy i forsycje; jesień nadal eksploduje kolorami. W ciepłe, letnie, sobotnie popołudnia dominującym dźwiękiem odbijającym się echem po zboczach wzgórz jest brzęk lodu w mocnym ginie z tonikiem. Dzisiejsze życie w Brookfield jest dla pewnej rodziny mieszkającej dosłownie w cieniu kościoła kongregacyjnego spokojne życie w Brookfield latem 1980 roku skończyło się gwałtownie i lipca 1980 dźwięk kościelnego dzwonu mówi miasteczku, że wybiła godzina podwórzu domu Glatzelów zapada decyzja, żeby przed końcem pracy w tym dniu pojechać po jeszcze jedną ciężarówkę wysokie brzozy przemyka łagodny powiew, podczas gdy zniszczona, czerwona wywrotka cofa się do wysokiej sterty. Łyżka żółtej koparki napełnia naczepę żyzną ziemią Connecticut.– Zabieraj – mówi stanowczo Glatzel zmusza załadowaną po brzegi wywrotkę, by ruszyła przed siebie i wydobywając z silnika diesla głośny, wysilony dźwięk, wiezie ciemną glebę do domu.– David – woła jego matka. – Chodź już, synku. Wystarczy na wyładowuje ziemię.– Idę, mamusiu – i Judy Glatzel mieszkają w dużym, beżowym domu wybudowanym dwadzieścia pięć lat temu. Przeprowadzili się tutaj z Norwalk, Connecticut, w 1969 roku. Dom Glatzelów stoi na wzgórzu, nieco ponad półtora kilometra od Route 7 – słynnej starej drogi – otoczony kawałem zalesionej ziemi. Od frontu rozciąga się zachwycający widok na niebo, wzgórza i dramatyczne, pomarańczowe zachody i Judy Glatzelowie są małżeństwem od dwudziestu siedmiu lat. Mają czworo dzieci. Czterdziestosześcioletni Carl Glatzel jest dużym, twardym mężczyzną z bujną, szarą brodą. Wygląda jak skrzyżowanie komandora Schweppesa ze znanej reklamy napojów i Świętego Mikołaja. Jest mechanikiem specjalizującym się w ciężkich maszynach budowlanych i odpowiada za konserwację drogich, skomplikowanych urządzeń. Ciężko pracuje, a w nocy śpi jak zabity. To prostolinijny, uczciwy człowiek, który nie toleruje wymysłów i lenistwa. Jego dzieci go uwielbiają, ale kiedy każe im skakać, proszą o pozwolenie, żeby wrócić na Glatzel to atrakcyjna blondynka o głęboko osadzonych oczach, w ogóle nie wyglądająca na swoje czterdzieści cztery lata. Z wyglądu drobna i krucha, jest matką nieznoszącą nonsensów. Życie Judy koncentruje się na domu i rodzinie, a bycie gospodynią przynosi jej satysfakcję. Choć cicha, jest bardzo spostrzegawcza i momentalnie rozpoznaje Glatzel mają córkę i trzech synów. Debbie ma dwadzieścia sześć lat i jest ich pierworodną; po niej urodziło się trzech chłopców: Carl Junior, lat czternaście; Alan, lat trzynaście; i David, jest wysoka i smukła, z głębokimi, zielonymi oczami i długimi, kasztanowymi włosami upiętymi w kucyk. Ma rozwiniętego ponad wiek syna Jasona, rezultat krótkiego małżeństwa z nastoletnich czasów. Jakkolwiek od niej wyższa, Debbie jest bardzo podobna do Glatzelów są dużymi, krzepkimi dziećmi, które wyraźnie wdały się w ojca. Ich osobowości się jednak różnią. Carl Junior uwielbia motocykle i podnoszenie ciężarów. Jak większość chłopców w jego wieku, nie może się doczekać prawa z drugiej strony, jest cichy i skłonny do popadania w zamyślenie. To obserwator z zamiłowaniem do fotografii i komputerów. Rodzina spodziewa się, że Alan wybierze karierę pracownika wreszcie jest David – pulchny jedenastolatek. Ulubieniec rodziny. Naturalny, o słodkim charakterze i wiecznie gotowy do śmiechu, lubi przebywać na dworze, bawiąc się swoją flotą zabawkowych ciężarówek i David wraca do domu, Judy kieruje go prosto do wanny.– Jak się wykąpię, to chciałbym zobaczyć Popeya – mówi David do brata siedzącego w siedzi na kanapie przed telewizorem. To dwieście czterdziesty pierwszy dzień kryzysu zakładników w Iranie, a w programie, który ogląda, podano informację, że urzędnik z ambasady, Richard Queen, być może w ciągu tygodnia wróci do dole, w warsztacie, Carl Junior pomaga ojcu w naprawie silnika do jednego z ich skuterów śnieżnych o pojemności trzystu czterdziestu centymetrów sześciennych. Jazda na skuterach śnieżnych to jedna z ulubionych rozrywek rodziny, a oni posiadają cztery krześle przed szafą na bieliznę stołową i pościelową stoi Debbie. Obok, na podłodze, leży do połowy wypełniony karton.– Mamo, używasz tych muślinowych zasłon? – pyta.– Możesz je wziąć – odpowiada Debbie i podaje materiał matce, która go składa, a następnie chowa do się pakuje; jutro ma zamiar rozpocząć zupełnie nowe gdy chłopcy są już w łóżkach, Carl i Judy Gratzel odbywają długą, poważną rozmowę ze swoją córką. Debbie od wielu lat nie mieszkała z nimi, ale krok, który zamierza zrobić, jest poważny. Jej rodzice chcą się upewnić, że podjęła właściwą Glatzel to profesjonalna psia fryzjerka w schronisku w pobliżu Newtown. Mieszka jednak w Bridgeport, około trzydziestu kilometrów na południe, w domu Mary Johnson. Mary, rozwódka, walczy, by wychować trzy córki i osiemnastoletniego syna, Arnego. Debbie mieszka z nią już przeszło cztery lata. W tym czasie Debbie i Arne zakochali się w sobie i na jesieni planują w Bridgeport przestało odpowiadać tak Debbie, jak Johnsonom. Nie chodzi tylko o problemy Debbie z dojazdami do pracy – samo miasto jest nieprzyjemne i o wysokim poziomie przestępczości. Arne Cheyenne Johnson go nie znosi i chce się wyprowadzić. Od dawna pragnął życia w jakimś lepszym miejscu – nie tylko dla siebie, lecz także dla swojej matki i sióstr. Tu na ulicach wciąż były walki, pijaństwo i wszystkim zagrażało niebezpieczeństwo, więc bardzo chciał się stąd tak od sześciu miesięcy Arne i Debbie przeglądali gazety w poszukiwaniu dużego domu na zalesionej działce na północ od Bridgeport, w górze hrabstwa Fairfield, gdzie mile byłyby widziane dzieci i zwierzęta. Wydawało się to niemożliwe, aż pewnego dnia pod koniec kwietnia 1980 roku w Bridgeport Post znaleźli dokładnie to, czego położony w lesie, przy krętej wiejskiej drodze, znajdował się tuż za granicą Brookfield, w Newtown. Miejsce wydawało się idealne. Było tam wszystko, czego chcieli. Nawet George, ich sympatyczny owczarek, był mile widziany.– To wasz dom – z osobliwym naciskiem powiedziała Debbie właścicielka. – Chcę, żebyście tu miał się zwolnić w domu miało rozwiązać pewne złożone problemy. Mary Johnson musiała utrzymywać troje własnych dzieci, plus dziewięcioletnią bratanicę, nie mając męża ani nie dostając zasiłku na dzieci. Z tego powodu Arne Cheyenne Johnson, odkąd nauczył się chodzić, był głową rodziny. To on ją spaja. Rzucił szkołę w dziesiątej klasie, by pomóc utrzymać rodzinę. Jego współczucie i poczucie odpowiedzialności były wyraźne nawet, gdy był dzieckiem, gdy jako roznosiciel gazet wziął swoje odłożone zarobki, dwieście pięćdziesiąt dolarów, i kupił matce stary samochód, żeby nie musiała chodzić prawie pięciu kilometrów wzdłuż autostrady do pracy na stanowisku sprzątaczki w Holiday Mary Johnson, w wieku czterdziestu dwóch lat, jest nieuleczalnie chora na bolesną postać raka okrężnicy, co dodatkowo komplikują problemy z tarczycą. Celem Arnego i Debbie jest pracować, płacić rachunki i odciążyć panią Johnson, która potrzebuje odpoczynku i opieki. Zdecydowali się zostawić główny dom dla Mary i dziewczynek, a sami zamieszkać w mieszkaniu w przybudówce.– Wasze plany brzmią nieźle – zwraca się Carl do córki. – Ale mówisz o wychowywaniu własnego syna, plus wzięciu odpowiedzialności za trzy młode dziewczyny, teściową, która wymaga kosztownej opieki medycznej, duży dom, pracę na pełen etat i męża. To bardzo ambitne założenia!– Wiem – przyznaje Debbie. – Ale przecież już teraz tak żyjemy, poza tym, że nie jesteśmy z Arnem małżeństwem. Przeprowadzka nic tu nie zmieni, a poza tym w mieście nie ma dla Arnego pracy w ogrodnictwie.– Dobrze, zatem porozmawiajmy o finansach. Jakie będą tam miesięczne koszty utrzymania? I ile zapłaciłaś do tej pory?– Umowa opiewa na pięćset pięćdziesiąt dolarów czynszu za miesiąc, łącznie z rachunkami. Nie moglibyśmy sobie na to pozwolić, gdybyśmy musieli płacić dodatkowo za opał, elektryczność i co tam jeszcze – przyznaje szczerze.– Masz to na piśmie?– Mary ma dzisiaj podpisać umowę najmu – mówi mu Debbie.– Jaką daliście kaucję? – pyta Judy.– Dwumiesięczny czynsz – odpowiada Debbie. – Tysiąc sto dolarów.– Chryste! – woła Carl. – Skąd wzięliście takie pieniądze?– Zrzuciliśmy się – odpowiada Debbie. – Arne i ja zapłaciliśmy z własnych pieniędzy, a Mary dała to, co musiałaby w tym miesiącu wydać na czynsz w Bridgeport.– Wydałaś wszystko, co miałaś, prawda? – pyta Judy.– Tak – niechętnie przyznaje Debbie. – Ale Arne ma pracę. W przyszłym miesiącu zaczyna jako chirurg drzew. A do tego czasu pracuje na część etatu razem ze mną w schronisku i ma też prywatne zlecenia ogrodnicze.– Może wstrzymalibyście się jeszcze kilka miesięcy, zanim weźmiecie na siebie taki ciężar? – sugeruje Judy.– Mamo, nie możemy. Wpłaciliśmy już pieniądze, a Mary zdała dom w Bridgeport. Czy nam się to podoba czy nie, jutro musimy się przeprowadzić.– Jak dla mnie, to chyba liczycie na łut szczęścia – podsumował Carl, sięgając po portfel. – A szczęściem nie zapłacicie za jedzenie. – Odlicza pięć dwudziestodolarówek i podaje je Debbie. – Wiem, że wszyscy ciężko pracujecie, ale to się wam przyda na początek. Oddasz, gdy już się urządzicie. Ale na razie nie chciałbym, żeby wam się noga powinęła.– Dziękuję, tatusiu – z prawdziwą wdzięcznością mówi Debbie. – Naprawdę was jest i Judy kładą się do będzie spać na tego nie wiedzą, właśnie mają za sobą ostatni normalny dzień w drugiego lipca, dla Debbie Glatzel zaczęła się normalnie. Wstała wcześnie i załadowała do bagażnika swojego samochodu ubrania i kartony. Potem pojechała trzydzieści kilometrów do Bridgeport po Arnego i Jasona, swojego syna oraz ich owczarka, George’a. O dziesiątej trzydzieści znaleźli się na Route 25 i jechali do domu w tuż przed jedenastą wtoczyli się na podjazd, były trzydzieści dwa stopnie i temperatura rosła.– Mamo, to właśnie tutaj będziemy teraz mieszkać? – zapytał Jason, entuzjastycznie wyciągając się na tylnym siedzeniu i wielkimi oczami gapiąc się na dom.– Tak jest – powiedziała Debbie. – Podoba ci się?– Ojacie, no pewnie! – Wyskoczył z auta i pobiegł długim, niewybetonowanym podjazdem, z rozbawionym psem depczącym mu po i Arne wysiedli równie podekscytowani. Arne Cheyenne Johnson to niski, muskularny mężczyzna z gęstwiną jasnych włosów i cichym głosem. Chociaż ma tylko osiemnaście lat, na jego twarzy znać siłę. Nie ma lekkiego życia, a jego charakter ukształtowały przeciwności. W jego przekonaniu sprawy zaczęły się teraz i Debbie stanęli, chłonąc widok. Dom był jednopiętrowy, pomalowany na wojskową zieleń, z beżowymi okiennicami. Podzielony został na dwie części: prawa, stanowiąca główną bryłę, była większa, a lewą tworzyła przybudówka wielkości mniej więcej garażu na jeden samochód. Nad domem górowały okazały dąb i klony w pełnym rozkwicie. W lesie śpiewały ptaki. W porównaniu z syrenami i męczącymi dźwiękami miasta w Bridgeport, ten spokój był do głębi weszli do środka, Arne i Debbie zrobili sobie powolny spacer wokół budynku. Przez ich entuzjazm zaczęło się przebijać rozczarowanie. Wszystko porastała wysoka trawa, a podwórko było istną gęstwiną wrzośca i innych krzaków. Czerwonawobrązowy dach wymagał naprawy. Ze ścian łuszczyła się farba, wysuszone elementy drewniane należało koniecznie pomalować. Drzwi frontowe ledwie się trzymały. Po obu stronach schodków prowadzących do wejścia rosły nieprzycięte cisy, częściowo zasłaniając okna frontowe.– Jest gorzej niż myślałem – przyznał Arne.– No, nie jest za ciekawie – zgodziła się Debbie. – Ale do końca miesiąca będziemy musieli się tym wszystkim zająć. Poza tym w środku jest w rozejrzała się za synem.– Jason, wchodzimy do środka. otworzył drzwi i wkroczyli do dusznego, gorącego wnętrza, w którym unosił się nieprzyjemny zapach Debbie zaczęła otwierać okna, żeby przewietrzyć, Arne wrócił do drzwi frontowych i przytrzymując je, zawołał psa. Zwierzak dopadł schodków, po czym się zatrzymał.– Chodź, piesku! No chodź! – wołał Arne, ale biało-szary owczarek szczeknął i cofnął się na środek dał mu spokój, sądząc, że pies uznał, że w środku będzie mu za przeciwieństwie do elewacji, która zdecydowanie wymagała uwagi, wnętrze wydawało się w porządku.– Na razie nieźle – powiedziała mu Debbie. – Tammy, ta dziewczyna, która mieszkała tu poprzednio, chyba wszystko zabrała.– Dlaczego się wyprowadziła? – zapytał Arne.– Chyba jakieś rozwodowe historie. Wróciła z córką do Bridgeport. Dla niej samej czynsz był zbyt końcu korytarza Arne otworzył drzwi do prawej tylnej sypialni. Debbie i Jason weszli za nim i odkryli wielkie, napełnione łóżko wodne z lustrzanym baldachimem, zajmujące prawie cały pokój.– O rany! – wykrzyknął Jason, szykując się, żeby na nie złapała go za ramię.– Zapomnij – powiedziała. – Nie jest nasze, a jeśli się zepsuje, to nie będzie nas stać, żeby je odkupić. Trzymaj się z dala!Chociaż w domu nadal było gorąco, Debbie poczuła z korytarza nagły, wyraźnie zimny powiew ciągnący od klapy na poddasze.– No, i co myślisz? – spytał Arne.– Myślę, że powinniśmy rozpakować samochód i zająć się meblowaniem – krótko odparła Debbie.– Nie, mam na myśli zamieszkanie tutaj… i płacenie wysokiego czynszu za taką ruderę.– Oszalałeś? Wprowadzamy się. Dzisiaj! Już!– Debbie, nie musisz krzyczeć.– Wcale nie krzyczę!– Krzyczysz, Deb.– Cholera jasna, przestań się mnie czepiać! – wrzasnęła.– Nie nazywam się cholera jasna i nie czepiam się – zaprotestował Arne.– No, ciekawe! – krzyknęła. – Skończ z tym gównem i do roboty!– Co ci się stało?– Nic mi się nie stało, do diabła! Nic mi nie jest! Co, do diabła ciężkiego, stało się z tobą? –zapytała nigdy dotąd nie odzywała się w taki sposób. Arne patrzył na nią przez dłuższą chwilę, a potem poszedł do Debbie wyszła i dołączyła do chłopaka, który wyciągał kartony z auta. Czuła się okropnie.– Przepraszam, że krzyczałam. Naprawdę nie chciałam. Nie wiem, co mnie napadło.– Debbie, nie ma sensu tak się wściekać.– Arne, dziś jest nowy początek. Wszystkiego. Proszę, wybacz mi, że na ciebie krzyczałam. Skarbie, nie jesteś na mnie zły?– Nie, nie jestem – odparł. – Po prostu nie sądzę, żebym ja mógł się wściec na ciebie; kocham następną godzinę Arne, Debbie i Jason sumiennie pracowali. Rozładowali auto, a potem wnieśli meble, które były złożone w piwnicy. Wielu rzeczy im brakowało, ale to, co mieli, było jedną czwartą powierzchni piwnicy odgradzały ściany ze sklejki, co wyglądało jak doskonałe miejsce na magazyn. Jednak ta część była zamknięta na klucz, a Arnemu nie udało się jej otworzyć. Był to kolejny irytujący szczegół, jak to łóżko górze wyłaniał się kolejny problem. Podczas gdy Arne kręcił się po piwnicy, Debbie odkryła, że pośród kluczy, które dała jej pani Johnson, nie ma klucza do przybudówki. Zerkając przez zasłonę widziała, że mieszkanko, do którego miała się wprowadzić razem z Arnem, nadal było zajęte. Debbie wiedziała, że zajmowała je bratanica właściciela, ale miała je opróżnić do pierwszego omówieniu tej kwestii Arne i Debbie zdecydowali się zadzwonić do pani Johnson. Przez telefon Debbie dowiedziała się, że gdy Mary podpisywała umowę, właścicielka wspominała, że jej córka, która z powodów zdrowotnych wyjechała na zachód, zmieniła plany i nie zwolni tego mieszkania do połowy lipca. Arne i Debbie nie wierzyli własnym uszom. Jednak mając jako alternatywę powrót do miasta, postanowili podejść do tej sprawy wrócili do domu, była dwunasta trzydzieści. Debbie zaczęła rozpakowywać pudła i zapełniać szuflady komody, podczas gdy Arne szorował łazienkę. Jason badał okoliczne pierwszej przyjechała matka Debbie. Jeszcze tutaj nie była i obiecała, że przywiezie lunch i im pomoże. Wzięła ze sobą Davida, Alana i młodego lunchu Debbie i Arne zabrali Judy na oględziny domu, a potem spytali ją o zdanie.– Jak to się stało, że nie wzięliście tego miłego domu w Botsford? – brzmiała ogólnikowa odpowiedź Judy. – Wszystko tam było: stawy, stodoła, zagospodarowany ogród, nowoczesny dom.– Ale po sąsiedzku z cmentarzem – odparła Debbie. – Poza tym jedna ze stodół była w połowie spalona. Co to za farma ze spaloną stodołą? Nie odpowiadało mi to miejsce. Podobało mi się, ale nie mogłabym tam mieszkać.– Cóż, Debbie, będę z tobą szczera: to miejsce wcale nie jest lepsze. Nie podoba mi się! – powiedziała Judy wprost. – Jest w nim coś dziwnego. To nie jest szczęśliwy dom.– Oj, mamo, przywykniesz. Wiem, że jest tu ciemno i trzeba te wnętrza trochę rozweselić, ale daj nam miesiąc i sama zobaczysz podskoczyli na dźwięk ciężkich drzwi do piwnicy, które zamknęły się z hukiem. Siła uderzenia była taka, że zadrżały szyby.– Boże jedyny! – wykrzyknęła Debbie, otwierając drzwi. – Na górę! Już!Carl, Alan i David z opuszczonymi głowami wspinali się po schodach z piwnicy, jak jeńcy wojenni pojmani na polu przypomniała im stanowczo, że mieli pracować, a nie się bawić, i poleciła, żeby spytali Arnego, co jest do chłopców Glatzelów Arne był jak starszy brat. Ufali niezwłocznie znalazł im stosowne zajęcia. Carl dostał szpachelkę i zadanie oskrobania farby, przez którą nie dało się otworzyć okien. Alan został wyposażony w miotłę i polecono mu zamieść podłogi. David miał obejrzeć wszystkie szafy i szafki, by sprawdzić, czy nie zostały w nich jakieś zabrali się za zlecone prace, nie mając pojęcia, że oto są ostatnie chwile ich niewinnego dzieciństwa. W ciągu godziny miało dojść do incydentu oznaczającego początek niezrozumiałego, diabelskiego ataku, który z czasem na zawsze zmieni życie każdego członka rodziny Johnsonów i większą część godziny panował spokój, w który nagle wdarł się chichot chłopców. Co było nieuniknione, odkryli łóżko wodne. Dorośli zastali Carla, Alana i Jasona kulających się po materacu, żeby wywołać „fale”. David, jak zwykle nieśmiały, nie przyłączył się do tych wygłupów i obserwował je z się ostre słowo Judy, chłopcy zeskoczyli z łóżka i wymaszerowali z sypialni, a za nimi w pokoju został David. Podchodząc do stóp łóżka, zauważył, że jego powierzchnia nadal leciutko faluje. Potem odwrócił się do okna i zdał sobie sprawę, że zaczęło w niepojęty sposób, David poczuł jakby dwie duże dłonie – przypominające dłonie mężczyzny – naciskające mu na brzuch. Chwilę potem został ciśnięty na łóżko. Wylądował płasko na sześćdziesiąt osiem kilogramów przy stu pięćdziesięciu dwóch centymetrach wzrostu, David jest ciężkim dzieckiem i żeby go powalić trzeba niemałej obrócił się pospiesznie, spodziewając się, że zobaczy Jasona albo któregoś ze swoich braci, którzy zrobili mu taki nic z tych rzeczy. Gdy David odwrócił się, żeby sprawdzić, kto go popchnął, opadła mu chłopcem, u stóp łóżka, z dzikim, złośliwym wyrazem twarzy, stał mężczyzna, czy raczej obraz mężczyzny. Do Davida nagle dotarło, że widzi przez tę postać!Chłopiec zamarł z przerażenia. Cały drżał. Patrzył na widmo, które z wolna uniosło rękę i wskazało dokładnie na mu waliło, ciało dygotało, czuł się jakby tracił rozum. David patrzył, jak postać się cofa i znika z widoku. Chłopak trząsł się z zimna, które go ogarnęło na skutek zgramolił się z łóżka, nie spuszczając wzroku z miejsca, w którym pojawiło się to coś. Wciąż tam patrząc, wymknął się z w salonie, a w głowie mu się kręciło. Nie mógł zrozumieć, co mu się przydarzyło. Wiedział tylko, że był przerażony, i że ten strach był czymś Debbie go zawołała i poprosiła, żeby pomógł Alanowi zanieść jakiś karton do sypialni z łóżkiem wodnym, David aż się zadławił.– Nie! – krzyknął. – Nie! Nie wrócę tam!– A tobie co się stało? – spytała Debbie.– Nic – powiedział z rozdrażnieniem i ruszył do kuchni, gdzie pracowała Judy.– Mamo, chcę jechać do domu. Chcę zaraz jechać do domu!– David, jeszcze trochę – odparła, nie odwracając wzroku znad zlewu, który szorowała.– Teraz! – nalegał. – Nie chcę tu być.– David, przykro mi, ale nie!Wystraszony i czując się zupełnie sam, David wybiegł na dwór i odmówił powrotu do środka. Razem z psem usiadł na frontowym trawniku pod drzewem, które chroniło od mżawki. Po twarzy chłopca spływały łzy, gdy spoglądał na mroczny, teraz groźny w pokoju z łóżkiem wodnym doszło do kolejnego dziwnego epizodu. Carl i Alan zatargali tam pudło i wsunęli je w narożnik. Gdy już mieli wychodzić, drzwi się zamknęły – same. Nieważne, jak kręcili i manipulowali klamką, nie mogli ich otworzyć. Coś było nie w porządku. Czując się jak w pułapce, Alan i Carl zaczęli wołać o pomoc. Dźwięk ich głosów powinien się nieść przez pusty dom, ale nikt ich nie usłyszał. Gdy Alan znowu spróbował przekręcić klamkę, działała idealnie.– Nie słyszałaś, jak wołaliśmy? – spytał Alan Debbie.– Nie – odparła. – A co?– Zatrzasnęliśmy się w sypialni.– No i fajnie. Ależ jesteś sprytny – skomentowała cierpko i poszła do kuchni, w której nadal uwijała się jej matka.– O co chodzi Davidowi? – spytała Judy.– Pewnie się nudzi. Albo może ten upał go zmęczył – odpowiedziała bez komentarza przyjęła to wytłumaczenie.– Wiesz co, zasuwam tu większą część popołudnia – rzekła Judy – i co nieco odszorowałam… no, mniej więcej… ale marnie to wszystko wygląda. Byłam wcześniej w salonie i polerowałam to długie lustro, że mało mi ręka nie odpadła. Ale jest w nim jakaś mgiełka, głęboko w środku; nie odbija jak trzeba. A gdy poszłam na tyły domu ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Jesteś pewna, że chcesz się w to pakować?– Mamo, niczego nie jestem pewna. Wiem tylko tyle, że to lepsze niż Bridgeport, i już utopiliśmy kupę kasy w czynszu. Po prostu dołożymy starań, żeby wszystko się tej chwili do drzwi frontowych zastukała bratanica właścicielki. Debbie wpuściła ją do środka.– Cześć, jestem Camilla – powiedziała. Była przed dwudziestką, miała brudne blond włosy, szczupłą figurę i pociągłą przedstawiła siebie oraz swoją matkę i wymieniły uściski dłoni.– Co się stało temu chłopcu na dworze? Zawsze taki jest? – spytała i Debbie wyjrzały przez okno i zobaczyły, że David siedzi pod drzewem, plecami do domu.– To David, mój brat – wyjaśniła Debbie. – Nie czuje się dzisiaj dobrze.– No, a poza tym wszystko okej?– Niezupełnie – odparła Debbie. – Na początek, sądziłam, że wyprowadzasz się z tego mieszkania w przybudówce.– Nie, sorki – powiedziała Camilla. – Jeszcze tego nie ogarnęłam. Może w okolicach sierpnia.– Sierpnia! – wykrzyknęła. – Ale my zapłaciliśmy za wynajem sporo kasy. I wynajęliśmy cały dom!– Będziecie to musieli ustalić z moją ciocią – odpowiedziała Camilla.– I tak zrobimy – zapewniła Debbie. – Dalej, to łóżko wodne w sypialni na tyłach. Kiedy stąd wyjedzie? Chcemy tam wstawić własne meble, a nie możemy.– Tammy chyba mówiła, że jutro po nie przyjedzie.– A gdzie mamy dzisiaj spać?– No przecież na tym łóżku.– Nie będę spać na żadnym obcym łóżku. Powiedz tej dziewczynie, żeby jutro zabrała to cholerstwo, albo sama je wywlokę – oświadczyła Debbie. – I jeszcze jedna rzecz: ten bajzel w piwnicy. Gdzie jest klucz do składziku? Chcemy tam wstawić parę rzeczy.– Och, nie wolno wam korzystać z tamtego pomieszczenia! – wykrzyknęła Camilla. – Nikomu nie wolno tam wchodzić!– Żarujesz? Płacimy za to miejsce, pamiętasz?– Wynajęliście je, nie kupiliście. Poza tym ja nie jestem właścicielką tego domu. O tych rzeczach będziecie musieli porozmawiać z moją ciocią. Muszę już lecieć. Miło było cię poznać, kobieta wyszła przez drzwi frontowe i wróciła do mieszkania w przybudówce.– Przecież to jakaś bzdura. – Debbie była na granicy łez. – Miało być dobrze, a wszystko jest nie tak. I ani myślę spać w cudzym łóżku, zwłaszcza na materacu pełnym wody!Gdy bratanica właścicielki sobie poszła, do drzwi zbliżył się David.– Chcę jechać do domu – marudził. – Nie chcę tu siedzieć. Możemy już jechać?– Ja już mam dosyć! – wrzasnęła Debbie. – Nie mogę pracować. Nie mogę nawet myśleć. Idę powiedzieć Arnemu, że dzisiaj tutaj nie kazała Davidowi zaczekać w zadaniem przed zamknięciem domu było zwabienie psa do środka, a Arne dosłownie musiał go tam wnieść. Na podłodze w kuchni stały miski z suchą karmą i wodą. Arne i Debbie mieli zamiar przyjechać wieczorem, żeby do niego zajrzeć, ale drzwi do piwnicy na wszelki wypadek zostawili otwarte. Chociaż żal im go było zostawiać, wiedzieli, że pewnie szybko zapakowali chłopców i wszyscy wrócili do domu Glatzelów w Brookfield. Mieli za sobą trudne, męczące popołudnie, dodatkowo zepsute przez deszcz, i nastroje były ponure. David miał najgorszy nastrój ze wszystkich. Zły i zrzędliwy, resztę dnia spędził w swojej sypialni na samotnych przy kolacji, choć Arne i Debbie nadal byli przybici, to właśnie David stanowił prawdziwy problem. Normalnie wesoły, roześmiany i pełen życia, teraz był ponury, markotny i nie chciał rozmawiać. Wszelkie wysiłki, żeby go rozchmurzyć, spotykały się z odpowiedzią „Dajcie mi spokój” albo „Nie muszę nic mówić.” Wreszcie wstał i odszedł, zostawiając niemal nietknięty czuł, że nikt nie uwierzy w problem, z którym się wieczorem, gdy chłopcy poszli do łóżek, zwierzył się dalszy w wersji pełnej